2 Zabójcze Walentynkowe Błędy – Czyli Jak Nie Podrywać Dziewczyny

by Paweł Grzywocz on 8 February 2012

jak poderwac dziewczyneWalentynki A Zdobywanie Kobiet – Jak Nie Podrywać Dziewczyny 

Większość mężczyzn nie ma pojęcia, jak poderwac dziewczyne, więc używają takich dni jak Walentynki jako pretekstu, aby coś zdziałać. Niestety jest to ogromnym błędem i w ten sposób tylko mordują swoje szanse i tracą kolejne kandydatki na dziewczynę. Tak, mordują swoje szanse, ponieważ poniższe błędy są zupełną odwrotnością tego, co pociąga kobiety. Jeżeli chcesz wiedzieć, jak poderwac dziewczyne do związku i jej nie odstraszyć Walentynkami, to obejrzyj poniższe nagranie.

Odpowiadam w nim na 2 fundamentalne pytania:

  • 1. Czy dawać dziewczynom, które chcesz zdobyć prezenty na Walentynki?
  •  

  • 2. Czy umawiać się na spotkanie w Walentynki z dziewczynami, które Ci się podobają i chciałbyś je mieć jako swoją dziewczynę?
  •  

    2 zabójcze walentynkowe błędy facetów, którzy nie wiedzą, jak poderwac dziewczyne:

    Błąd nr 1: Wręczanie prezentów dziewczynom, które nie są ich stałą dziewczyną

    Wydaje się to powszechną wiedzą o tym, jak poderwac dziewczyne, że prezenty nie działają na kobiety. Tak się dzieje tylko w filmach i to działa z kobietami, które “lecą tylko na kasę”.

    Nie możesz zdobyć dziewczyny prezentami. Prezenty są świetne, ale dla stałej dziewczyny, jako nagroda za to, że nią jest i się dobrze sprawuje. Próbowanie zainteresowania sobą dziewczyny poprzez prezenty jest zachowaniem proszącym się i błagającym o akceptację. Tak się nie zachowują silni i pewni siebie mężczyźni, którzy wiedzą, jak poderwac dziewczyne, aby goniła za nimi i ich pragnęła.

    A jaka dziewczyna uzyskuje status stałej dziewczyny? Stała dziewczyna to taka, z którą umówiłeś się na co najmniej 10 spotkań, całujecie się i ona chce z Tobą być w związku, już Ci o tym powiedziała i jest przy Tobie ciągle podekscytowana. Taka dziewczyna jest stałą dziewczyną i możesz jej (wręcz powinieneś) kupić pereznt na Walentynki.

    A dziewczynie, z którą miałeś mniej niż 6 spotkań sam na sam nie kupujesz absolutnie NIC, ponieważ to jest obcy człowiek, którego nie będziesz przekupywał do siebie za pomocą prezentów.

    Żadnych kartek, liścików, kwiatków, lizaków i czegokolwiek dla kobiet, z którymi nie byłeś 6 razy na randce sam na sam i się jeszcze nie całowaliście! Mam nadzieję, że to pomoże Ci zrozumieć, jak poderwac dziewczyne na stałe i już nigdy więcej nie będziesz próbował zdobyć dziewczyny prezentami. To zabija tajemniczość i bycie wyzwaniem, więc jeśli wiesz, jak poderwac dziewczyne, to pewnie wiesz, że kobiety uwielbiają się zastanawiać, co facet do nich czuje i właśnie dlatego go nią. Tak się zachowują bad boy’e. Są nieprzewidywalni i niedostępni. Prezenty są przewidywalne, bo każdy frajer, który nie wie jak poderwac dziewczyne do związku, próbuje tak działać i się jej przypodobać.

    Jak poderwac dziewczyne w Walentynki, jeżeli jeszcze nie jest Twoją dziewczyną?

    Błąd nr 2: Bycie dostępnym w Walentynki i umawianie się na randkę w ten dzień z nowo poznawaną dziewczyną

    Pamiętasz, że kobiety pociąga tajemniczość i bycie wyzwaniem? Jeśli będziesz dostępny w Walentynki, to pokażesz, że jesteś samotnym frajerem i stracisz wiele punktów. Faceci nie uczący się, jak poderwac dziewczyne myślą, że Walentynki to świetny moment, aby umówić się z dziewczyną i zakładają, że ona będzie bardziej przychylna. Otóż nie.

    Tutaj sprawa ma się tak samo jak z prezentami.

    Spotkania w Walentynki są dla stałej dziewczyny!

    Oto jak nie mając moich poradników o tym, jak poderwac dziewczyne krok po kroku narażasz się na utratę kolejnych kandydatek na dziewczynę. Jeśli umówisz się na spotkanie z dziewczyną w Walentynki, która jeszcze nie jest Twoją stałą dziewczyną to:

  • 1. Pokażesz, że nie masz innych kobiet w życiu. A gdy kobieta odkryje, że nie ma żadnej konkurencji, to uznaje Cię za frajera. To nie jest atrakcyjne.
  • 2. Pokażesz, że ona już jest jedyną, a przecież nie jest, bo się dopiero poznaliście – to brak tajemniczości i bycia wyzwaniem.
  • 3. Pokazujesz, że chciałbyś z nią chodzić i być parą, co jest ostatnią rzeczą, jaką nowo poznana dziewczyna powinna myśleć. Ona ma się ZASTANAWIAĆ, co do niej czujesz. Tajemniczość i bycie wyzwaniem – pamiętasz?
  • A więc, jak poderwac dziewczyne w okresie walentynkowym, jeżeli nie możesz się nią umówić w tym dniu?

     
    Proste. Umów się a nią dzień wcześniej albo dzień później, ale nie walentynki. Walentynki są dla stałej dziewczyny.

    A co mówić kobietom, które się będą pytać Ciebie, co robisz Walentynki? Mów: “Mam już plany…” oraz “To samo, co Ty!” (cisza). Pozwól im się zastanawiać i nie mów, co robisz. Wymyśl coś zabawnego, np. że jedziesz na Burkina Faso popijać drinki z kokosów. Bądź tajemnicą i pozwól się dziewczynie zastanawiać, co, gdzie i z kim będziesz robił w ten dzień.

    Dzięki temu dziewczyny będą myśleć o Tobie i zwiększać zainteresowanie do Ciebie. Jeżeli jesteś teraz sam, to na Walentynki “zniknij z powierzchni Ziemi” i pozwól się kobietom zastanawiać, co robisz.

    W moim poradniku “Jak Zdobyć Dziewczynę W 12 Randek” dokładnie objaśniam, jak poderwac dziewczyne do stałego związku w ciągu 2 miesięcy i jak utrzymywać ten związek.

    Natomiast, jeżeli poznajesz mało dziewczyn i potrzebujesz pewności siebie, aby zagadywać do nowych dziewczyn i prowadzić pociągające dla dziewczyn rozmowy zapoznaj się z ebookiem: “Jak Zagadywać Do Dziewczyn”

    Mam nadzieję, że pojąłeś już, że musisz w tym czasie pozwolić się kobietom zastanawiać, co i gdzie robisz. Zamiast szukać “magicznej pigułki” o tym, jak poderwac dziewczyne odpuść sobie ten dzień i się wyluzuj.


    pobierz ebooki

    jak poderwac dziewczyne-ebook 

    Tak, Chcę 3 Darmowe E-booki, Aby Zrozumieć Jak Myślą Kobiety I Zdobyć Dziewczynę

    Zgadzam się z Polityką Prywatności

     

    Poszukiwano

    • jak poderwac dziewczyne w walentynki
    • co robic w walentynki z dziewczyna
    Podeślij tę stronę dobremu kumplowi
    • Facebook
    • MySpace
    • Twitter
    • Gadu-Gadu Live
    • Śledzik
    • Blip
    • Wykop
    • Kciuk.pl
    • LinkedIn
    • Blogger.com
    • RSS
    • Google Buzz
    • Grono.net
    • Technorati
    • Poleć
    • Forumowisko
    • Google Bookmarks
    • Pinger
    • co-robie
    • Digg
    • del.icio.us
    • email
    • Drukuj
    • Dodaj do ulubionych

    Podobne wpisy:

    Zostaw swój komentarz...

    { 39 comments… read them below or add one }

    Paweł Grzywocz February 8, 2012 at 14:08

    Moja walentynkowa łajzowata historia miała miejsce, gdy chodziłem do liceum. Podobała mi się wtedy dziewczyna z klasy, która miała urodę jaka Pocahontas i niemal każdy chłopak się do nie przystawiał. Po roku przyjaźnienia się z nią postanowiłem, że w Walentynki pójdę do niej i wręczę jej takiego małego porcelanowego misia, trzymającego serduszko z napisem “I love you”. Tego dnia chodziłem przez jakąś godzinę po jej osiedlu, stresując się tym, co jej powiem oraz jej reakcją. Oczywiście szedłem jej oddać zeszyt, który tylko po to pożyczyłem, aby jej go oddać w tym właśnie dniu. Jednak dalej nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć. Gdy w końcu, mając serce pod samym gardłem, zadzwoniłem na jej domofon, na szczęście okazało się, że jej nie było. Wróciłem smutny do domu. Oczywiście wyjawiłem jej moje uczucia w jeszcze bardziej desperacki sposób przy innej okazji, ale to inna historia. Dziękuję za uwagę i życzę powodzenia w “pobijaniu” mojej historii ;)

    Reply

    Michał February 8, 2012 at 15:22

    A więc tak… Poznałem dziewczynę 2-3 tyg przed walentynkami. Nie wykazywała ŻADNYCH oznak zainteresowania. Ale tak mi się zabójczo podobała że postanowiłem robić wszystko by z Nią być. Byłem zdziwiony że zgodziła się na moje zaproszenie w Dniu Świętego Walentego do swojego domu. Oczywiście wszystko sprzątałem, wycierałem, myłem by było odpowiednio. Jednak stres był. Nawet sam postanowiłem coś przyrządzić ale raczej frytki do podgrzewanych schabów i wina to raczej nie było zbyt twórcze. W końcu zjawiła się, serce biło jak oszalałe, język się plątał, często zapadały niezręczne cisze. Wręczyłem jej słonika z zadartą trąbą do góry z napisem “Kocham Cię” jednak nie skomentowała tego tylko się na mnie spojrzała (jak na debila). Po całej tej akcji odprowadziłem ją pod sam dom. Szliśmy około 1h BEZ SŁOWA. Dzisiaj jak sobie to przypomnę jak łąjzowato wtedy wyszedłem to aż mi wstyd. ;P

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:01

    świetna historia, rozbawiłeś mnie… Wiesz, pamiętam takie chwile – to było najgorsze. Np. zanudziłem dziewczynę na pierwszej randce, gadając na nudne tematy, ponieważ się stresowałem i potem jak ją odprowadzałem do domu, to ona tylko patrzała przed siebie i odpowiadała zdawkowo na moje pytania lub komentarze, które mówiłem co jakiś czas, aby nie iść w totalnej ciszy. Masakra. Nikomu nie polecam. Muszę więcej materiałów dawać o ciekawych konwersacjach.

    Reply

    Michał February 9, 2012 at 14:08

    Więcej materiałów o ciekawych konwersacjach… Normalnie jakbyś czytał moje myśli. Widzę że wiesz o co chodzi i na czym polega mój problem. Z chęcią przeczytam takie i podobne artykuły. Dzięki.

    Reply

    cornel February 8, 2012 at 15:23

    No co…dziewczyna mnie zostawiła w grudniu a w lutym spotkaliśmy się na imprezie w walentynki dla singli. Ona lizała się z jakimś gościem na parkiecie a ja chlałem na barze. W końcu wypiłem jeszcze kilka 50 i poszedłem do nich jak tańczyli i pobiłem gościa. Dziewczyna przestała ze mną rozmawiać i udaje do dziś że mnie nie widzi na ulicy jak ja spotkam. W dzień przed walentynkami jeszcze do mnie dzwoniła po prostu zapytać co u mnie. Dziś wiem, że tak jak byłej nie ma sensu odzyskiwać to wtedy jeszcze była szansa.Ja zamiast bawić się z inną laską w tym kluie to zrozpaczony się upiłem.Zaro atrakcyjności i chora zazdrość.

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:06

    Gratuluję przyznania się do swoich słabości. Mało któremu mężczyźnie ego na to pozwala. Szacunek. Na pocieszenie przypominam, że nie było żadnej szansy nigdy na odzyskanie tej dziewczyny. Ona się już całowała z innym gościem, więc co nie było czego odzyskiwać. Nawet byś takiej nie chciał. Przynajmniej sobie ulżyłeś dokładając temu kolesiowi. To brak klasy, ale masz cenną lekcję, że to tak naprawdę nic nie daje. Cieszę się, że już wiesz, że gdy jakakolwiek dziewczyna startuje do innego faceta, to Ty wtedy zagadujesz do innej kobiety. Tak trzymaj.

    Reply

    Damiano February 8, 2012 at 15:24

    Moja walentynkowa łajzowata historia wyglądała tak:
    gdy chodziłem do 6 klasy podstawówki podobała mi się jedna dziewczyna, miałem brudne myśli związane z nią i nastawienie “kocham ją”. Nawet ze sobą nie gadaliśmy na żywo, tylko pisaliśmy na gg. Ogólnie przystawiałem się do niej, wyjawiłem jej swoją miłość do niej jeszcze przed walentynkami, ona nadal mówiła, że nie chce mieć teraz chłopaka, albo, że podoba jej się inny.
    Nadejszły walentynki, ona powiedziała: “mi możesz coś kupić, hehe, nie no żartuje”, ale ja powiedziałem jej, że jej coś kupie, a ona “ale ja nie mam kasy i nie mam jak Tobie kupić”, a ja “spooko spoooko, Ty nie musisz mi nic kupować”. No to kupiłem jej ten prezent. Nie chciała się ze mną spotkać, to powiedziała “zostaw prezent pod drzwiami, zapukaj i ucieknij, xxx (jej były chłopak) tak kiedyś zrobił i ok” zostawiłem jej ten prezent pod drzwiami zapukałem i poszedłem do domu. Jedyne co na gg mi napisała to “dzięki jesteś kochany :*”, a tydzień później bez powodu jak do niej napisałem, to napisała mi “spierdalaj” i nie chciała dalej ze mną pisać ;)
    i straciłem w ten sposób 40zł. Teraz się z tego śmieję, a kiedyś smuciłem się i miałem po tym depresje ;P

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:10

    Świetna historia. Na całe szczęście najlepiej takie rzeczy przeżyć podczas wczesnej młodości. Wyobrażasz sobie, że niektórzy faceci mają po 30 kilka lat i kupują kobietom wizytę w spa, wraz z masażem, full pakiet i do tego przesyłają naszyjnik. A ona im mówi, że nie ma czasu się spotkać w tym tygodniu. Uważam, że do 18 roku życia powinniśmy wszyscy przeżyć kilka łajzowatych historii, aby już nigdy, przenigdy tak nie robić. Bardzo dobre wnioski.

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 21:19

    Nooo,a najgorsze,że niektórzy trwają w takich przekonaniach całe życie,jak Hugh Hefner (jeśli dobrze usłyszałem z twojej konsultacji skype) – gość ma 70 lat i 3 narzeczona mu ślub odwołuje. Masakra. Ale już wiele osób zaczyna wyciagać wnioski z takich historii i to bardzo dobrze.

    Reply

    Pietja February 8, 2012 at 19:13

    Kiedyś i ja byłem “łajzą” :) . Tak, teraz się z tego naprawdę śmieje, chociaz wtedy plakalem. Te pamiętne walentynki były w ostatnim roku szkoły średniej. Pamiętam, że na przerwie poszedłem do xero (to byl wlasnie dzien 14 II ). Przedemną xerowała zajebista dziewczyna. Śniada cera, mega białe zęby, kruczoczarne włosy (aż się dziwię, że jej wcześniej nie widziałem, ona była z pierwszej klasy ). I stało się. “Zakochałem się w mig” !!! Oszalałem. Wkręciłem sobie, że to musi być znak, że spotkałem ją w dzień zakochanych. Tworzyłem sobie już projekcje w glowie o naszym wspolnym zyciu itp. Swoją drogą ona dobrze nie spojrzala na mnie hehe, wiec teoretycznie pewnie nie wiedziala o moim istnieniu (tym bardziej, ze w liceum strasznie slabo sie ubieralem i nie dbalem w ogole o siebie, bo myslalem, ze zamiast tego wystrarczy na imprezach wypic i wszystko samo sie potoczy, w takim obłudzie żyłem wiele lat.). Ale do dzieła pomyślałem. Moj kumpel, ktory “znal całą szkole” doszedł do jakiegos kolesia z jej klasy, ktory to podal mu numer do mojej nowej boginii. Miałem jej numer !! Były walentynki !! Coraz bardziej bylem nakręcony ale i zarazem “obsrany”, coraz wiecej watpliwosci i stresow. Ale co tam, bylem desperatem i mimo strachu zrobilem ten krok, bo nie chcialem sie wiecej zadreczac. Zadzwonilem do niej po lekcjach. Na maxa zestresowany, pierdzieliłem jak potłuczony, zacinałem się, jąkałem, dukałem. Gadałem, że widzieliśmy się dziś koło xero, że wymienilsmy sie spojrzeniami i usmiechnela sie do mnie ( taaaa jasne, to ja sie gapilem przeciez, ale bylem w jakiejs mega iluzjii ) i najlepsze… Wyznalem jej milosc, Tak ! Powiedzialem ku*wa lasce, z ktora nigdy nie gadalem, że ja kocham i nie potrafie przestac o niej myslec, i ze moje zycie bez niej nie ma sensu bla bla bla wszyscy znamy te texty zakochanego kundla, zaproponowalem jej oczywiscie z okazji swieta zakochanych kolacje w restaruracji i powiedzialem, ze moge nawet wynajac pokoj dla nas zeby sie lepiej poznac. Ona powtarzala, ze nie ma pojecia o co chodzi i , ze nie wie z kim w ogole rozmawia, ze albo jestem pijany albo sobie jaja robie i w koncu sie rozlaczyla. Hm i tak nie dalem za wygrana. Mieszkam w malym miescie wiec dowiedzenie sie gdzie kto mieszka nie jest duzym problemem. Postanowialem zabawic sie w detektywa (kiedys zajebiscie czesto to robilem, obserwowalem z daleka dziewczyny, ktore mi sie podobaly, bywalem w miejscach gdzie one moglby sie pojawiac itp, jednym slowiem desperat). Kupilem zajebisty buket kwiatów za 50zł i postanowilem podjechac pod jej blok (wzialem samochod od rodzicow, wmajwiajc im, ze mam randke, zalosne!!! a prawda jest taka, ze ich synn się płaszczył i robil z siebie pi*dę) i czekac, az moze wyjdzie i wtedy wyznam jej wszystko na zywo, wrecajac kwiaty jako dowód moje milosci i słów. Teraz lekko mi sie o tym pisze, ale to byly ogromne nerwy i stres. Robiło mi się goraca, nie moglem usiedziec. No i jest !!! BOOM !! Tylko pojawił się problem nie była sama. ehh. Wyszła z klatki z facetem. Tak z facetem, bo ja mialem wtedy 18 lat , a on wg mnie ok. 25. Poczułem się zajebiscie malutki. Ale nic, bylem i tak zdesperowany. Mój plan sie rozwalil, ale wymyslilem odrazu inne rozwiazanie. Zaczepie ją jak bedzie wchodzila do domu sama, na ktoryms półpietrze (taką mialem nadzieje)(mieszkala na 4 pietrze, wiec wybor mialem spory). Ustawiłem sie kolo klatki, zeby miec jak najblizsza droge do pokonania wrazie czego. Moglem z pewnej odleglosci ocenic nadjezdzajace samochody, dlatego mailem wrazie czego kilkadziesiat sekund czasu na wtargniecie na teren klatki schodowej. Po okolo 3 godzinach czekania !!! JEST !!! Wracaja !!! Szybka zawijka w okolice 3 piętra, żeby miec dobry widok. Siedzieli w samochodzie jeszcze kilka minut, potem on jej otworzyl drzwi i … całowali się. Ale nawet to mnie nie zniechecilo od realizacji mojego planu. Ok stało sie. Stanelismy twarzą w twarz i buket pomiedzy nami. Nawijalem jak nakrecony, ze sie znamy z xero, ze sie zakochalem, ze to nasz dzien, ze to nie szkodzi, ze ma chlopaka, bo ja jestem lepszy i dla mnie moze go rzucic, ze mna bedzie miala lepiej, bo bede o nia dbal, i chce zeby byla sensem mojego zycia, no ku*wa wszystkie takie kundlowate pierdoly jej powiedzialem w twarz , az mi ulzylo. A jej rekacja: Daj mi spój i odczep sie ode mnie wariacie !!! i uciekla na góre, slyszalem tylko zastrzaskujace sie drzwi. Nawet kwiatow nie wziela heh. To wszystko wydarzylo sie w wlasnie w dzien zakochanych, mialem papke w glowie, wierzylem w jakies przeznaczenie, jednosc dusz, natychmiastowe i wieczne polaczenia emocjonalne, odbijala sie na mnie ta presja, ze dookola same pary a ja sam i za wszelka cene chcialem miec kogos. Wiec duzo bylo mojego zachodu w tej sprawe, a laska mnie zbyła raz dwa i po bólu (tzn wtedy nie bylo bez bólu, odbilo sie to na mnie), ale to jest wlasnie nauka, ze nie ma co bać sie odzywac do lasek, albo nawet grupy lasek, bo one nic nam nie zrobia, bo sa tak zaprogramowane zeby walić scieme , zeby nam przykro nie bylo.Ta laska i tak lajtowo sie zachowala w stosusnku do tego, co jej powiedzialem. Aha na koniec powiem tylko tyle, ze bardzo dobrze, ze byla to moja ostatnia klasa i tylko 2 miesiace w tej samej szkole, ona widzac mnie , schylała glowe w dół i nie bylo juz tematu, potem jeszcze raz ja na miescie widzialem, ale tez glowe w doł schylala i udawala, ze mnie nie widzi. jakos mi przeszlo i jej odpuscilem. A co do jej faceta, musiala powiedziec facetow o mniei, bo mialem z nim malo przyjemna rozmowe, duzo przeklenstw z jego strony, gróźb.Z moją obecna wiedza wiem, ze nie byl to koles pewny siebie, bo tak nie zachowuje sie facet pewny siebie tylko cham i gbur. Ale to temat na inny raz. Trzymajcie sie. NO MORE ŁAJZA!!! :)

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 02:21

    Pietja, jesteś absolutnym mistrzem. Twoja historia jest genialna i ogłaszam Cię publicznie zwycięzcą tego konkursu. Raport o zaczynaniu konwersacji z grupami dziewcząt już wysłałem, mam nadzieję, że będzie Ci służył. Przez całą Twoją historię miałem uśmiech na twarzy. To jest czysta klasyka, co nasz psychika potrafi zrobić z nami, gdy zostaniemy oślepieni pięknem kobiety. Istne wariactwo – a jaki stres. Znam te emocje. Sam też kiedyś poszedłem na klatkę do dziewczyny, zacząłem coś jej mamrotać, że chciałem ją jeszcze zobaczyć przed feriami. Ona chciała już iść, a ja powiedziałem: “Zaczekaj, kocham Cię”. Trzasnęła drzwiami i poszła. Oczywiście stres był. Potem jeszcze wysłałem jej 15 smsów jeden po drugim, które wcześniej zapisałem w skrzynce nadawczej, w których tłumaczyłem jej moją miłość do niej i jak wszystko mi się w niej podoba. Potem rozmyślałem jeszcze z przyjacielem miesiącami o tym, dlaczego ona nie chciała mi dać nawet jednej szansy, jednego spotkania. Istny obłęd. Takie wydarzenia uważam za dewastujące, ale jednocześnie motywujące do rozwoju. Twoja historia jest pełna emocji i szczerości. Wielkie dzięki i dalszego wzrostu pewności siebie. Jesteśmy w kontakcie.

    Reply

    Krzysztof February 8, 2012 at 21:16

    Witam Pawle, mam taki problem z dziewczyną… Już wyjaśniam:
    Chodzę do gimnazjum do 3 klasy i u mnie w klasie jest taka dziewczyna która mi sie podoba. Od 3 lat poprostu mi się podoba. Zaczołem z nią pisać sms,facebook i codziennie się widujemy w klasie i na przerwach (zaznaczam nie jesteśmy parą). Żartujemy sobie i rozmawiamy i takie różne sprawy. Kumpel ma ten sam problem co ja i akurat się złożyło że w naszej klasie są 2 piękne dziewczyny w których jesteśmy zauroczeni i które mieszkają obok siebie. I umawiamy się w 4 na spotkania żeby sobie pogadać, połazić i ogólnie spędzić razem czas. Dzisiaj jest 8 luty i do Walentynek zostało 6 dni (5-6). Chciałbym się spytać jej czy zostanie moją dziewczyną wtedy, ale kompletnie nie mam pomysłu jak ją zaprosić być może gdzieś ją zaprosić i co powiedzieć jej gdy już bedziemy umówieni. Ogólnie jestem nieśmiały i ta dziewczyna też wie że lubie troszczyć się o kobiety i sprawiać żeby były szczęśliwe.
    Moje pytanie też jest takie, czy warto w Walentynki jej powiedzieć czy zostanie moją dziewczyną czy nie? Jeśli warto to czy mogę wiedzieć czy kupić jakąś symboliczną róże dla oznajmienia jej urody czy może gdzieś ją zaprosić na jakiś spacer ? A jeśli nie warto to czy mogę wiedzieć czy spróbować w mniejszym odstępem czasowym czy spróbować odrazu po walentynkach??
    Dziękuje z góry za pomoc.
    Pozdrawiam

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 03:27

    Nie, nie warto robić żadnych z tych rzeczy, które napisałeś. Nie umawiaj się z nią na Walentynki. Umów się na inny dzień poprzez zadzwonienie do niej i ustawienie spotkania sam na sam i idźcie do herbaciarni/ciastkarni pogadać, pośmiać się. Pozbądź się jakichkolwiek nadziei, bo zanim się nauczysz być atrakcyjnym dla kobiet minie jeszcze sporo czasu i dziewczyn…

    Reply

    Bajerant February 9, 2012 at 05:00

    Trzeba być sobą zawsze

    Reply

    Paweł Grzywocz February 9, 2012 at 13:00

    Trzeba robić to, co działa. Wielu z nas będąc sobą, byłoby cienką dupą, która prosi o łaskę i szansę. Argument o byciu sobą jest usprawiedliwianiem swojego braku chęci do zmian. Trzeba być mężczyzną a nie sobą, bo wielu z nas na początku jest wystraszonym chłopczykiem i to się samo z siebie nie zmieni.

    Reply

    Jig-su February 9, 2012 at 20:06

    W czasach liceum poznałem dziewczynę, to był początek stycznia. Spotkalismy się 1 raz: maskara na pierwszej randce zabralem ją do kina…
    Przyszedł czas przed walentynkowy i napisała mi sms, że kupiła mi kartkę na walentynki, a ja jej nie kupiłem i nie miałem zamiaru wysłać bo nie byłem zakochany. Zaczeła płakać – tak pisała, i wzieła mnie na litość. Napisałem, że ją kocham i potem byłem z nią prawie 5 lat!! Całe liceum i prawie dwa lata studiów, myślałem, że już będziemy zawsze razem ale oboje dorośliśmy i ona wskoczyła do łóżka innemu kolesiowi i napisała mi “zostańmy przyjaciółmi”. Byłem załamany…
    Nie wiem czy to łajzowata historia ale na pewno dramat!
    Teraz już ponad 2 lata jestem wolny i szukam idealnej, bo wiem, że szkoda marnować czasu z niewłaściwą dziewczyną :)

    Reply

    Grzywocz February 11, 2012 at 02:44

    Mądre wnioski. Dobra łajzowata historia, cieszę się, że pojąłeś to… Uczymy się na błędach i dopiero będąc z niewłaściwą osobą zdajemy sobie sprawę, że to nie miało sensu. Niestety często jesteśmy mięcy i jesteśmy z pierwszą lepszą dziewczyną, która nas zechce, żeby jej nie było przykro. Potem się angażujemy i cierpimy. Gratuluję tej siły, że potrafisz teraz być samu. “Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają” – lepiej być samemu niż z niewłaściwą osobą. Trzymaj się.

    Reply

    Robert February 12, 2012 at 18:12

    Napisales ze lepiej byc samemu niz z niewlasciwa osoba, tez tak sadzilem do tej pory i mozna powiedziec ze nadal tak sadze ale pozostaje jedno duze ALE jak poznamy ta odpowiednia dziewczyne to nie bedziemy mieli doswiadczenia i to spieprzymy, wiec mamy czekac na ta “odpowiednia dziewczyne” czy zbierac doswiadczenie z tymi mniej odpowiednimi?? ;> Bo widzialem juz u Ciebie ze raz mowisz ze trzeba zbierac dos. a raz ze lepiej byc samemu niz z nieodpowiednia dziewczyna wiec prosilbym o jednoznaczna odp. czy czekac czy zbierac exp :)

    Reply

    Grzywocz February 12, 2012 at 21:45

    Hej, polecam, aby zbierać doświadczenie, idąc na jedną, dwie, trzy randki, przełamać strach przed pocałowaniem kobiety, a potem nie robić jej nadziei. Myślę, że to jest taka zdrowa granica, kobiety tak robią cały czas. Natomiast nie napisałem nigdy, żeby zbierać doświadczenie poprzez wchodzenie w kilkumiesięczny związek z dziewczyną, której nie pragniesz. Jeśli dziewczyna nie jest Twoim ideałem to owszem spotkaj się z nią parę razy, ale nie bądź z nią w związku. Tak się zabija pewność siebie, bo godzisz się na mniej i poczujesz się źle, że narobiłeś jej nadziei. A ona to dopiero się poczuje wykorzystana. Także kilka randek dla doświadczenia – koniecznie. Prowadzenie związku to nie fizyka jądrowa i jak zrozumiesz jak to działa, to sobie poradzisz. Żadna ilość związków tego nie zmieni. Z resztą nawet, gdy naprawdę chcemy, to większość związków się kończy, ponieważ ludzie zmieniają swoje cele życiowe albo poznają się naprawdę i decydują, że nie są dla siebie. Bycie z kimś w związku “dla treningu” uważam za toksyczne i tego nie polecam. Kilka randek – spoko. Dzięki za świetne pytanie.

    Reply

    Robert February 12, 2012 at 23:33

    Rozumiem o co chodzi dzieki za szybka i zadowalajaca mnie odpowiedz :)
    Ogolnie od kiedy zaczolem czytac tematy o uwodzeniu (pierw bylo to cale PUA ^^ daygame etc, nie zdecydowalem sie na to i moze dobrze xD) to stalem sie pewniejszy siebie ale od kiedy odkrylem “Ciebie” to stalem sie troche lepsza wersja hmm samego Siebie jesli mozna tak powiedziec ^^, jeszcze wiele musze sie nauczyc bo dopiero zaczynam sie uczyc o kobietach etc, szczerze to nie mialem nawet pojecia wczesniej o tych wszystkich rzeczach z tym zwiazanych. Bardzo pomagaja mi twoje porady w samorozwoju i sa potezna dawka wiedzy , pozdrawiam Robert :)

    Grzegorz February 9, 2012 at 21:19

    Kiedyś zakochałem się w dziewczynie, razem zdawaliśmy egzaminy na studia i spędziliśmy na korytarzu cały dzień gadając i śmiejąc się. Wyjechała na wakacje do swojej rodziny na dugi koniec Polski. Przez całe wakacje o niej myślałem, kiedy się skończyły zacząłem się przymierzać do zadzwonienia do niej na telefon komórkowy. Tak, tak, przymierzać się. Przez jakiś miesiąc codziennie po zajęciach (chodziliśmy do innych wydziałów i się wcale nie widzieliśmy w czasie dnia) siadałem w ciemnym pokoju z telefonem w ręku. Kiedy wpisywałem ostatnią cyfrę jej numeru w telefon serce podskakiwało mi do gardła a stres osiągał apogeum. Gdy widziałęm na telefonie komunikat “łączenie” byłem bliski załamania ze strachu. W takim stanie nie było oczywiście mowy o jakiejkolwiek rozmowie i natychmiast przerywałem połączenie zanim wogóle się ono rozpoczęło. I tak przez jakiś miesiąc. Na trzeźwo, po piwie (jeszcze gorzej), wypoczęty, zmęczony – przerobiłem wszystkie warianty ale za każdym razem gdy miałem wcisnąć zieloną słuchawkę serce mi wyskakiwało z klatki i kończyłem zabawę. Dałem sobie z tym spokój ale byłem wciąż zakochany w niej (znałem ją 4 lata z liceum, z jednej klasy więc to nie było jakieś tam zwykłe zauroczenie) i jednocześnie bezsilny. W końcu po jakimś pół roku wysłałem SMS’a na walentynki “Walentynkowy uśmiech dla ciebie” czy coś takiego.Nie odpisała a ja ze wstydu chowałem swohją rozpaloną doc czerwoności twarz w poduszkę. Zacząłem pić coraz więcej i częściej. W końcu któregoś razu mocno pijany kazałem zadzwonić do niej swojemu koledze, który ma “gadane” i kazałem mu zrobić dla mnie jakiś wstęp. Kiedy mi przekazał słuchawkę i usłyszałm jej głos zacząłem coś bełkotać bez sensu i składu, nie dość, ze skrępowany to jeszcze upity tanim spirytusem rozrobionym z jakimśświństwem. Jakimś cudem wybełkotałem, że chciałbym się z nią spotkać na kawie i uwaga, zgodziłą się na spotkanie ze mną! Nie wierzyłem i nie pamiętałem włąściwie całej rozmowy ale zapamiętałem to, że się zgodziła na spotkanie na 100%. Humor mi się poprawił. I postanowiliśmy z kolegą tego dnia spić się do reszty z radości tym razem. Teraz najlepsza część. Pod koniec dnia totalnie pijany zadzwoniłem jeszcze raz do niej. już zupełnie utopiony zacząłem mówić jakieś idiotyczne teksty, wulgarne i prymitywne dotyczące jej atrakcyjności i wyglądu, nie obrażające oczywiście jej ale wygłupiłęm się co nie lada. Prawdopodobnie ona się rozłączyła pierwsza a ja poszedłem spać. Kolejnego dnia uświadomiłem sobie co zrobiłem i myślałem , że spłonę ze wstydu. Napisałem jakiegoś smsa z przeprosinami ale nie dostałem odpowiedzi. Skasowałem jej numer. bo nie mógłbym już chyba ze wstydu nawet pokazać się jej na oczy. Depresja trwała półtora roku do nikogo się wtedy nie odzywałęm zerozycia towarzyskiego, ciagły zły, a właściwie – tragiczny nastrój, zero radości z życia i ból serca. I to jest włąśnie rzecz, któej boję się najbardziej, zeby znów nie mieć takiej depresji po zagadaniu do klientki. Nikomu nieżyczę takiego stanu, dosłownie dwa lata życia wykreślone z życiorysu. Kiedy się pozbierałem po depresji postanowiłem nigdy już nie próbować, nie podchodzić nie dzwonić do zadnych dziewczyn. Dziś mam 29 lat, nie mam i nigdy nie miałem żadnej dziewczyny, całowałem się dosłownie RAZ w życiu i to na największej najebce z dziewczyną, która nawet nie kontaktowała kim jestem. Nie mówiąc już o żenieniu się czy zakładaniu rodziny. Oto sposób jak można w ciekawy sposób zmarnować sobie kawał życia. Pozdrawiam

    Reply

    Grzywocz February 11, 2012 at 02:49

    Hej, Twoja historia wymiata. Niech będzie przestrogą dla innych. Wielki szacunek, że nam o tym powiedziałeś. Dziękuję. Ja głęboko wierzę w to, że każdy z nas może się zmienić, jeśli tylko chce i wierzę, że osiągniesz to, co zechcesz. Najważniejsze, że się przebudziłeś. Historia jest naprawdę druzgocąca i dobrze opisuje Twoje emocje. Warto ją przeczytać. Jesteśmy w kontakcie.

    Reply

    Pietja February 12, 2012 at 23:25

    Do Grzegorza – > Stary mocna historia, przygnębiła mnie na moment jak się wczułem w Twoje emocje. Każdy z nas ma mniej lub bardziej traumatyczne przeżycia i wspomnienia jeśli chodzi o brak pewności siebie, wstyd, odrzucenie. Ale to jest przeszłość i doświadczenie. Dotkąłeś dna. To powinna być dla Ciebie lekcja na całe życie. Nie możesz za nic w świecie sprawdzić aby to sie powtórzyło. To właśnie powinno Cię motywować do pracy i zmiany. Masz 29 lat. Stary najlepsze lata życia przed Tobą. Nie wkręcaj sobie, że jak do 30 nic większego nie osiągnąłeś to już dupa blada i zmarnowałeś życie. Nie słuchaj otoczenia w tej kwestii, bo oni nie wiedzą co jest dla Ciebie najlepsze. Nie wmawiaj sobie, że zmarnowałeś kawał życia tylko, tylko potraktuj to jako zajeb*stą lekcje, kop na rozpęd i zacznij działać zamiast rozmyślać. Z doświadzenia wiem, że rzeczywistość bardzo często jest totalnie różna od naszych wcześniejszych rozkmin, projekcji i wyobrażeń. Teraz jest Twój czas. Zacznij działać, bo nie chciałbyś chyba za 10 lat , majać 39 na karku dalej mieć tekie rozterki, i pluć sobie w brode, ze miales szanse sie zmienic, a zabraklo Ci jaj. Tą złość i wku*wienie na siebie pownieneś zamienić na konkretne działania a nie zadręczanie się. Mi zmiana zajęła dobre kilka miesięcy, ale opłacało się. Teraz to wszystko weszło mi w krew. I oczywiście ja też mam takie momenty, że żałuję, że nie wiedziałem o tym co uczy Paweł 5-6 lat temu, no ale cóż… Bardziej mnie przeraża to, co by było gdybym nigdy nie natrafił na Pawła. Ku*wa dalej pływałbym w gó*nie. Tak !!! To mnie najbardziej przeraża, że gdyby nie natrafił na Pawła pewnie miałbym depresję i brał leki (kto wie, roznie mogloby byc, bo bylo bardzo źle z moją psychika, brakiem pewnosci siebie, nieakceptowalem siebie, przez mysl nawet mi nie przeszlo, ze ja moge sie komus podobac, mialem tak niska samoocene, ze szkoda gadac). A Teraz dzięki naukom Pawła mogę czuć się prawdziwym facetem i wiem, że nim jestem. Oczywiście ta moja zmiana nastąpiła stopniowo. Jestem dumny teraz z tego, w którym miejscu się znajduję jeśli chodzi o pewność siebie, relacje z kobietami i w ogóle ludzmi. Paweł jeszcze raz Ci przy okazji dziękuję :) P.S. BYĆ SOBĄ ahaaaa jasneee taaaa i co jeszcze. Takie gadki i teksty do niczego nie prowadzą i nic konkretnego nie uczą i nie wskazuja drogi. Niestety większość przez “bycie sobą” wpie*dala się w niezłe gówno. Pozdrawiam. Hej.

    Reply

    Hubert February 13, 2012 at 15:30

    Witam wszystkich. Na szczęście jeszcze nie przeżyłem tak stresujących historii jak wyżej wymienione. Jedyna kobieta, która dostawała i dostaje prezenty to moja mama. Jest dla mnie najważniejszą kobietą na ziemi i to jej należy się bukiet róż.
    W tą sobotę pisała do mnie dziewczyną, która dała mi kosza jakieś 3 miesiące temu. Usunąłem jej numer i odezwała się do mnie z powrotem. Chodź nie powinienem to pisałem z nią sms’y . Zaczęła owijać w bawełnę ale od razu wiedziałem o co jej chodzi. Gdyby nie Twój materiał to umówił bym się z nią i potem znowu żałował …
    Stary, dziękuję Ci bardzo za uratowanie skóry .
    Pozdrawiam wszystkich wtajemniczonych .

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 21:15

    Gratuluję! Nie dałeś się wciągnąć w to samo bagno i od razu to wyczułeś,że może cię to spotkać.Bo niby czego może ona chcieć od ciebie,odnawiając znajomość po tym,jak dała ci kosza?Oczywiście,że się pobawić. Świetnie,że się nie dałeś i w dodatku zrobiłeś to w męski sposób,bo nie uniosłeś się i jej nie pocisnąłeś,opanowałeś swoje emocje. Jakbyś spróbował,to ona dawałaby ci złudne nadzieje a potem by się znudziła i znowu cię olała (wiem,bo sam próbowałem po raz drugi i właśnie taki scenariusz przechodziłem). A tak nie dajesz się w to wciągnąć, pokazujesz,że jesteś opanowanym i szanującym się gościem i nie dajesz jej satysfakcji z bawienia się tobą. Pzdr

    Reply

    Pietja February 13, 2012 at 16:09

    Do Huberta – > Bardzo dobrze, że olałeś temat. Miałem identyczną sytuację i to jest jedyne możliwe wyjście. Jestem pewien, że laska się po prostu nudzi, chce połechtać swoje ego lub nikt ciekawy obecnie się wokół niej nie kręci, dlatego z braku laku chciała z Tobą pokręcić, żebyś trochę koło niej poskakał. Dobrze, że znasz już te tanie zagrywki. Pozdro.

    Reply

    Hubert February 13, 2012 at 21:42

    Hey Pietja, drugi raz się nie dam … Twierdziła : “przydała by mi się taka osoba na walentynki ja Ty bo nie mam się do kogo przytulić ” No stary, jaka żenada … Chciałem jej pocisnąć aby zmieniła teren poszukiwań ale dałem pokój. 3maj się

    Reply

    Pietja February 13, 2012 at 22:12

    ŻAŁOSNE!!! To takie schematyczne i typowe. Czyli tak jak myślałem. Bo jej w głowie zostało, że jesteś potulnym, miłym chłopcem na zawołanie, ale się przeliczyła. Za niedługi czas na 100% znów by Cię wystawiła, bo ktoś inny pojawiłby się na horyzonciem, bo Ty dla niej jesteś tylko nic nieznaczącą zapchajdziurą. Według mnie super zrobiłeś, że jej nie pocisnąłeś i nie pokazałeś negatywnych emocji ze swojej strony, zachowałeś spokój, samookontrolę, opanowanie i dyscyplinę, nie jest to łatwe wbrew pozorom. Według moich doświadczeń i obserwacji olanie laski na spokojnie jest o wiele mocniejszą bronią niż jej pocisniecie, wdawanie sie w dyskusje, wypominanie, jakieś żale, pretensje itp. Bo wtedy ona nie bedzie miala Cie za chama, gbura, prostaka, dupka tylko będzie skołowana i nie bedzie wiedziala co sie dzieje i często będzie sie zagnębiać tym dlaczego jej nie pragniesz. Życzę dalszych sukcesów w samorozwoju i relacjach z kobietami. Pzdr.

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:41

    Chłopaki, gratuluję wam obojgu. Zrobiliśmy ogromne postępy i jestem z was dumny. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co wy. Pozdro!

    Reply

    Mateusz March 29, 2012 at 20:03

    Kurde nawet z komentarzy można się wiele nauczyć :D

    Asia February 14, 2012 at 20:42

    Co to w ogóle ma być ?? Boże człowieku nie radź facetą bo Ci nie wychodzi..!!! Ktoś przez Ciebie może stracić wspaniałą kobietę !!!! Ciągle mówisz o tym że kobiety powinny się zastanawiać nad tym co facet który jej się podoba robi w Walentynki…zastanów się Ty nad tym co Ty mówisz i radzisz !!! Nie każda kobieta lubi konkurować …mam nadzieję że tego nagrania wysłuchały i zastasowały tylko największe zdesperowane matoły …jesteś tragiczny a twoje nagranie przechodzi z rak do rak ale kobiech i uwierz mi wszystkie mamy ogromny ubaw…nie znasz kobiet wiec co Ty komu radzisz ??

    Reply

    Bazyl February 14, 2012 at 22:51

    A po co ty tu wogóle włazisz, to jest strona dla facetów, spadaj stąd pasztecie.

    Reply

    Paweł February 17, 2012 at 22:18

    W tekście masz wyrażnie napisane , że jak sie nie jest z tą dziewczyną na stałę .!! Krytykujesz autora a czy w ogole chciałas go zrozumieć ??

    Reply

    Robert February 14, 2012 at 22:14

    Imo wychodzi mu pomaganie faceta, tresci ktore sie dowiedzialem tutaj sa wiecej warte niz od tych wszystkich PUA. Kobieta ma myslec o danym facecie a nie miec podane wszystko na tacy, jak tu juz bylo wiele razy podawane to co dostajemy za darmo to nie szanujemy tego i tu sie zgodze, zawsze szanujemy cos/kogos bardziej na co zapracowalismy ciezka praca i jakims wysilkiem. Skoro nazywasz mnie zdesperowanym matolem to ja moge Ciebie nazwac zakompleksiona osoba ktora boi sie konkurencji, tak btw to zapewne nawet dziewczyna nie jestes ;) , ale ok moze lubisz takie zabawy ^^ nie wnikam w to.

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:42

    dzięki, dobrze powiedziane. Masz typowy przykład kobiet, na które bycie wyzwaniem nie działa i bardzo dobrze.

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 20:40

    Świetnie,że Paweł wskazuje tutaj na te błędne zakorzenienia kulturowe i przekonania,które potem się na nas odbijały. Taa,zostaw karteczkę,kwiatuszki i gadaj jej,jak ją kochasz,jaka jest piękna… w ten sposób tylko wykładasz karty na stół i jesteś kolejnym pajacem na sznurkach,którym się można pobawić, bo to jest nudne,to raz,a dwa,że tak podporządkowującą się osobą jest nie sztuka manipulować. Zwłaszcza,że nie ma żadnych opcji w swoim życiu.

    Co do komentarza odnośnie zdesperowanych matołów…desperat robi właśnie te rzeczy, o których wspomniałem na początku mojego komentarza,czyli to przymilanie się i wyznawanie uczuć, jeszcze zanim się ludzie poznają i oddawanie za darmo adoracji. Potem ludzie się zazwyczaj rozstają,bo myślą sobie ,,Ooo,już się nie muszę starać” (de facto żadnego starania nie było,bo tylko sobie posłodzili troszkę i już się związali),a potem przestają to szanować (bo nikt nie docenia tego,na co nie musiał sobie zapracować) i zaniedbują się i dochodzi do rozstania. Nie każda kobieta lubi konkurować? No cóż…faceci też muszą konkurować o kobietę,i lubi czy nie lubi,to jest to niestety konieczne,jeżeli nie ma się kogoś na stałe.Jest wiele ludzi i nie można stawiać wszystkich kart na jedną osobę,jak się z nią nie jest.A jak się nie uda,to co?Koniec?Nie będziesz nikogo szukać? Pomimo konkurencji trzeba spróbować kogoś poznać,a potem doprowadzić do związku z tą osobą. W końcu spotka się kogoś,dla kogo jest się bezkonkurencyjnym.

    Ktoś może stracić wspaniałą kobietę,jak nie wyjawi o sobie od razu wszystkiego,pokazując,że nie ma żadnej innej opcji w swoim życiu?

    No spoko…tylko ciekaw jestem,jaką satysfakcję byś miała w związku z facetem,o którym dowiesz się wszystkiego po paru dniach znajomości i który rzucił ci się do stóp. Jak byś go potem szanowała.

    Noo,fajnie,jak ktoś byłby stworzony tylko dla nas.Ciągle nam gada o swoich uczuciach,daje prezenty,nie ma nikogo innego.Tylko potem staje się to trochę (a nawet bardzo) nudne.Zresztą coś,co przychodzi łatwo,łatwo odchodzi.

    Proponowałbym trochę zagłębić się w sens tego artykułu i zaakceptować istnienie konkurencji,zamiast obrażać autora. Bo naprawdę wiele rzeczy chcielibyśmy za darmo,ale ludzie nie mają do tego szacunku.A takie trudności jak konkurencja da się przezwyciężyć i jest naprawdę MNÓSTWO czasu,by poznać drugą osobę.

    Paweł

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:44

    Paweł, Ty też to rozumiesz. Jesteś tu nie pierwszy raz i do mnie też piszesz o swoim rozwoju, dzięki za to i tak trzymaj!

    Reply

    Paweł February 20, 2012 at 23:21

    Chciałbym też opowiedzieć swoją historię

    Nie wydarzyła się ona w Walentynki,ale też była dla mnie traumatycznym,ale jednocześnie bardzo wartościowym przeżyciem,bo dostałem nauczkę na przyszłość,czym się kończy zaangażowanie w nieodpowiednim momencie i w przypadku natrafienia na niewłaściwą osobę.

    W II klasie liceum mój kumpel zapoznał mnie ze swoją koleżanką. Bardzo mi się spodobała,mój ideał,jeśli ch,była niższa ode mnie,szczupła i bardzo ładny uśmiech.Gadaliśmy trochę,początkowo myślałem,że to będzie kolejna znajoma,z którą będziemy sobie mówić tylko ,,cześć” i nic więcej. Ale ona podchodzi do mnie na jednej przerwie,na następnej, i za każdym razem się uśmiecha do mnie i jest rozradowana w mojej obecności, więc szybko się zakochałem. Po 3 dniach znajomości ona mnie pyta:
    - Spieszysz się gdzieś
    - Niee,nie aż tak
    - No to porozmawiaj ze mną! :)
    No i zaczęliśmy rozmawiać,potem już były spotkania co przerwę, odprowadzałem ją jeszcze na zajęcia angielskiego i na autobus i nie wiadomo na co liczyłem,że ona pewnego dnia pozwoli mi być ze sobą.

    Ale dziwnym trafem ona dawała mi coraz więcej znaków.Później już droczyliśmy się,ona czasem mnie dotknęła,a w końcu moja i jej klasa mieliśmy jechać do Warszawy. Tu był pierwszy sygnał ostrzegawczy,gdy zaproponowałem jej spacer,bo ona zapytała:
    - Ale jak mam to odbierać?
    - (udałem kretyna) Niee,nijak :)
    No i tak sobie wtedy połaziliśmy, ona mi wtedy zaczynała opowiadać (zresztą już wcześniej o tym wspominała) jakie ma problemy ze swoją klasą,jaka jest wdzięczna mojemu kumplowi (do dziś najlepszemu przyjacielowi),który mnie z nią poznał,że jej pomagał. Wróciłem kompletnie załamany po tym,zwłaszcza że później ona mnie przez tydzień unikała

    Ale potem znowu sielanka! Znów rozmawiamy,droczymy się,tym razem zaczęła mnie dotykać w rozmowie, w końcu dochodziło do tego,że pozwalała mi się przytulać. Wtedy już totalnie się wkręciłem, już myślałem,że związek z nią jest tylko kwestią czasu. No i któregoś dnia ja ją przytuliłem i usłyszałem następujące słowa:
    -Eeej uważaj z tymi ruchami.Jesteś tylko moim kolegą i niczym więcej :)

    Słowa były wypowiedziane z uśmiechem,ale mimo wszystko byłem strasznie zaskoczony i zraniony,dlaczego ona najpierw mnie kokietuje a teraz wyjechała do mnie z takim tekstem! Jakby mnie jeszcze za słabo pierdolnęło,to jeszcze poczułem się jak jakiś nieumiejący się kontrolować zboczeniec.Byłem zdesperowany i chciałem ją za wszelką cenę przeprosić.Oczywiście był to piątek,więc 2 dni miałem serce przy gardle,jak ona zareaguje.

    Dobra,jest wreszcie ten poniedziałek!

    Patrzę,że ona stoi w pobliżu innych osób,ze swoją klasą albo gada z koleżanką,a ja bałem się poprosić ją o gadkę na osobności.Ale w końcu znalazłem ją samą,powiedziałem jej gadkę,którą sobie wcześniej przygotowałem,że to był impuls,już nigdy więcej tego nie zrobię,dopóki mi na to nie pozwoli,a ona,że nie jest moją dziewczyną,że musimy ograniczyć nasze kontakty i żebym jej nie odprowadzał i nie łaził za nią na każdej przerwie.Ona sobie poszła,a ja jeszcze zawołałem
    -Przepraszam!
    -Dobrze,przeprosiny przyjęte

    I to wszystko!Już w ogóle byłem zdesperowany,że to spierdoliłem i tak się męczyłem,że po 2 dniach czekania podchodziłem do niej i jeszcze prosiłem jak pizda o wyjaśnienia,by się uspokoić i w końcu przełamałem się,mimo strachu,że spieprzę to jeszcze bardziej i podszedłem i zacząłem klepać jak połamany:
    - Chciałem się ciebie spytać,na czym ma polegać granica…
    -Co!? (spytała takim tonem,że aż mnie coś ścisnęło)
    -O co ci chodziło z ograniczeniem kontaktów? Nie będziemy się więcej spotykać?
    -Normalnie!Rozmawiamy,ale kontroluj się.

    I za chwilę dodaje

    - Nie chcę się wdawać w jakiś związek z chłopakiem.Żeby nie było,że ci coś obiecywałam

    W końcu zmieniła ton,i widziałem pewną litość w jej oczach.Trochę się uspokoiłem,ale teraz chciałem odzyskać tamto,gdy się droczyliśmy i przytulaliśmy.Oczywiście teraz wiem,że to było bez sensu,ale byłem totalnie zdesperowany.

    W końcu ona na przemian gadała ze mną miło,a raz nie chciała gadać.W końcu doszło do tego,że ja spytałem,czy mogę ją odprowadzić,jak wcześniej,wiedziałem,że nie będę z nią,ale chciałem być przy niej.A ona pyta mnie – Ale jak mam to odbierać,podchodzisz do mnie i się do mnie łasisz (mówiła to miłym,ale pełnym politowania i smutnym tonem).Powiedz mi,o co ci chodzi,ale tak szczerze

    Po chwili milczenia:
    -Ja cię bardzo lubię i chcę się z tobą przyjaźnić

    Spojrzała z niedowierzaniem,po czym ja mówię:
    -No dobra,chcę czegoś więcej,ale skoro nie chcesz,ja cię nie chcę do niczego zmuszać.

    Ona mi na to – Mógłbyś mieć do mnie pretensje,że ci coś obiecywałam

    Ja mówię,że nie,a ona mi na to – Nie obiecuj sobie nic.Ja nie szukam chłopaka.Nigdy nic

    I zaraz dołująca rozmowa na temat ,,nieszczęśliwej przyjaźni”,potem ona do mnie,że skoro muszę i mam taką potrzebę,mogę ją odprowadzić. Nie znalazłem jej potem,żeby ją odprowadzić,wiedziałem,że robię z siebie łajzę,ale ja już chciałem tylko przy niej pobyć i już mnie nie obchodziło,że robię z siebie kretyna

    Później spotkałem ją w stanie załamania,coś do niej mówię,ona mi nie odpowiada,więc poszedłem i powiedziałem cześć,a ona mi z płaczem odpowiedziała. Byłem zdesperowany i załamany na maksa.Na drugi dzień jeszcze do niej podszedłem a ona wykrzyczała,żebym jej dał spokój i nie ma humoru,żeby rozmawiać,a jeszcze się zapytałem ciotowato – Ale z mojego powodu? – a ona – Nie!

    Ulżyło mi trochę, ale nie na długo,potem jeszcze ona rozmawiała ze mną czasami i mówiła mi cześć,ale mnie unikała.Przeniosła się następnie do innej szkoły. Któregoś dnia spotkałem ją na ulicy i się chciałem jej odpłacić (wiem,że to było idiotyczne),ale jak ją spotkałem na ulicy przypadkiem (bo mieszkam w małym mieście,gdzie moja szkoła była niedaleko jej) to ona odwróciła się do mnie i uśmiechnęła,a ja udałem,że jej nie znam.Myślałem,że to koniec historii,ale jeszcze do tego było bardzo daleko…Jeszcze potem na Wielkanoc wysłałem jej życzenia i mi odpisała,więc myślałem,że chociaż pozostaniemy przyjaciółmi

    Przez całą tą historię miałem załamkę i płakałem w poduszkę i zamulałem przy przyjaciołach.Ale potem w wakacje zacząłem udawać kolesia,który ma na wszystko wyjebane i się niczym nie przejmuje (dopiero teraz tak mam naprawdę),ale wtedy już musiałem sobie udowodnić,że mi przeszło i jestem zajebisty. To były wakacje,w które spiłem się pierwszy i ostatni raz.Teoretycznie na luzie,choć nie miałem spokoju od myśli o tamtej dziewczynie

    Po skończonych wakacjach znowu ją spotkałem,chciałem powiedzieć cześć,ale ona tym razem udała,że mnie nie zna i znowu byłem cały dzień zdołowany.

    Ale najlepsze zaczęło się,jak były targi uczelni na Politechnice.

    Tam ją przypadkiem znowu zobaczyłem,ona się uśmiechnęła do mnie,ja do niej i cześć,jak starzy przyjaciele.A za chwilę koleżanki spytały jej,kim jestem,a ona,że tym chłopakiem,co się w niej zakochał.Normalnie radocha!Byłem cały w skowronkach,nareszcie to doceniła.Szał! (Teraz wiem,na jaką ciotę wyszedłem wtedy).Potem spotkałem ją na przystanku i odnowiliśmy kontakt.Najpierw ona gadała,jak jej tam lepiej,potem przeprosiła mnie i zacząłem się z nią znowu spotykać,po jakichś 2 miechach podszedłem do niej i zapytałem,czy nie chce się ze mną wybrać na pizzę w ferie zimowe,a ona,że zobaczymy,jak jej się z autobusami uda.Oczywiście się nie udało,ale ja nadal nie dawałem za wygraną i się z nią spotykałem licząc,że coś z tego będzie.

    W czasie spotkań to oczywiście była często rozmowa na siłę,rzadko jakaś spontaniczna,taka sama z siebie,a już w ogóle zawsze byłem w skowronkach,jak ona była w świetnym humorze.Raz zapytałem ją,czy szuka chłopaka,no i dostałem za swoje,bo ona zaczyna opowiadać o poprzednich,którzy jej się podobali,a potem mnie pyta ,,A co,masz kogoś?”.Wiele razy czekałem na mrozie i szukałem po wszystkich miejscach przez 2 godziny,gdzie mógłbym ją spotkać,jak jej nie spotykałem.

    Któregoś dnia spotykam ją na maksa wkurzoną i ona mnie pyta,czy mógłbym ją zostawić w spokoju,bo jest znerwicowana.I znowu ja się potem przez SMS-a pytam dlaczego,strasznie się o nią zacząłem bać,jak ona mi napisała,że ma problemy osobiste i chce być sama i nie chciała napisać jakie…Potem ją spotkałem i ona spytała – Co ja jestem,twoja dziewczyna,że się o mnie martwisz? A ja spytałem – Czyli nie spotykamy się już
    A ona – Może…Jak będę chciała,to się spotkam…

    Byłem ostro wkurzony,a potem znowu ją spotykam,a ona mi tłumaczy,że ona jest tylko takim typem człowieka,co to się wyżywa i jeśli mnie uraziła,to przeprasza.A potem jeszcze nie dawałem za wygraną,ale już jak z nią później pogadałem i mnie zlewała w rozmowie (np. powiedziałem jej za którymś razem,że ładnie wygląda,a ona z ciężkim westchnieniem – Dzięki!Po tym już coś we mnie pękło i dałem sobie spokój)

    Jakoś dałem sobie radę z tym,choć było ciężko jeszcze później. Dopiero porady Pawła pozwoliły mi wyciągnąć najlepsze wnioski z tej lekcji i się rozwinąć.

    Pozdrawiam wszystkich,którzy wkroczyli na tę piękną drogę samorozwoju

    Paweł

    Reply

    Grzywocz February 21, 2012 at 21:56

    Hej Paweł, świetna historia! Poważnie, naprawdę potrafisz się otworzyć. To wielki dar i gratuluję, że widzisz czarno na białym, jakie to było wtedy daremne. Stary ten tekst “jesteś tylko fajnym kolegą” niszczył mi psychikę i poczucie wartości przez właściwie cały okres szkolny aż do drugiego roku studiów. A pod koniec liceum i na początku też bardzo chciałem rozmawiać z dziewczynami o związkach i być ich przyjacielem. Doskonale wiem, jak to jest być ciotą i nawet o tym nie wiedzieć i cierpieć. Dlatego jak się zacząłem uczyć o kobietach to nie miałem żadnych skrupułów, aby nigdy więcej nie przyjaźnić się z kobietami. Albo numer, spotkania sam na sam i całowanie albo nara przez duże “N”. Gdy nabrałem obycia i pewności siebie uznałem, że posiadanie koleżanek jest ok, pod warunkiem, że ja to zauważyłem, że nie mam czego szukać i akceptuję ten stan, a nie jak wcześniej robię sobie nadzieje i torturuję się nadziejami na coś, czego nigdy nie dostanę. Gratuluję wszystkim wyciągającym wnioski i przypominam moje ulubione słowa: “Nigdy nie próbuj zatrzymać kogoś, kto nie chce zatrzymać Ciebie”. pozdr!

    Reply

    Leave a Comment

    Previous post:

    Next post: